P3490554NOWY TARG. Przez trzy dni na rynku królowały „żarciowozy”. Zlot Foodtrucków, niestety, musi stolicy Podhala zastąpić Festiwalu Smaku, bo tegoroczną edycję tej dużej małopolskiej imprezy „podebrało” Nowemu Targowi Krościenko. „Żarciowozom” jednak nic nie odbierze popularności. Dowiódł tego tłum, jaki od piątkowego południa do niedzielnego wieczora roił się w rynku.

Zlot współorganizowany przez Miejski Ośrodek Kultury zapowiadał przyjazd najlepszych w Polsce foodtrucków i przed ratuszem stanęło ich czternaście. Między kolejnymi falami deszczu były momenty, kiedy przy stołach pod płachtą namiotu brakowało siedzących miejsc. Ale gastronomia na kółkach to patent przede wszystkim letni, więc szeroką ofertą foodtrucków można się było delektować na ławkach lub na stojąco - w rodzinnych czy towarzyskich grupkach.

Goście, którzy na tę wyżerkę pod chmurką przyjechali i z Krakowa, i spod Tatr, chcieli w jednym miejscu poczuć różne smaki świata w przekąskach i deserach komponowanych na ich oczach. Dały im tę szansę tajskie lody z mnóstwem owocowych dodatków, złociste hiszpańskie churrosy maczne w czekoladzie, piętrowe amerykańskie burgery z wołowiną i kurczakiem, hot-dogi i bajgle z najróżniejszymi dodatkami, węgierskie langosze i słodkie, spiralne kurtosze. Na to, co miało za bazę ręcznie wyrabiane ciasto, jak langosze właśnie, włoskie piadiny czy hiszpańskie tortille – smakosze musieli czekać nawet 40 minut. Czyli foody nie były aż takie fast

W niektórych wozach momentami brakowało dodatków. Żeby buła i mięso nabrały kuszącego aromatu, środki burgerów o swojskich już nazwach wypychane były różnymi gatunkami sera, grillowanym boczkiem, czerwoną cebulą, sałatą lodową, rukolą, ogórkiem, pomidorami. Do tego dochodziły najróżniejsze sosy – egzotyczne, czosnkowe, pikantne, meksykańskie i łagodne, na miodzie.

P3490492

W wozie tajskim co rusz wybuchały płomienie pod wokiem i pachniało stamtąd słynne danie pad tai. Jego składniki to smażony makaron ryżowy, warzywa, tofu, kiełki fasoli, kurczak lub krewetki. Popić można było tradycyjnie – piwem, wodą, lemoniadą, ale do mini-kawiarenki przyciągały kawy parzone, mrożone, z tonikiem.  

Tak spotkały się na rynku Azja, Meksyk, Ameryka, Węgry, Hiszpania, Włochy. Były i smaki belgijskie – w postaci kultowych frytek oraz owoców zatapianych w czekoladzie – mlecznej, białej deserowej. Eksperymentatorów kusił nawet smak papryczki chili w takiej słodkiej polewie.

P3490475

Niektórzy, zaspokoiwszy apetyt, kupowali jeszcze inne dania do domu. Inni spacerowali po rynki, liżąc tradycyjne nowotarskie lody, bo przyszli tylko popatrzeć i powąchać.

Wiadomo, że tego, co oferują foodtrucki nie je się na co dzień – bo przeważnie smażone, grillowane, tłustsze, mocno przyprawione. Ale raz na jakiś czas można się dać uwieść różnym smakom świata. Zwłaszcza, jeśli się zbliżą na wyciągnięcie ręki, gra muzyka, dzieciaki skaczą na batucie i dmuchańcu, a dookoła – tylu znajomych…

Foodtrucki na rynku

Fot. Anna Szopińska