Dzień Zaduszny czyli Wspomnienie Wszystkich Wiernkosciolek Annyych Zmarłych, łączący się z uroczystościami Wszystkich Świętych, w sposób niewymuszony odpowiednio nastraja. I mnie to się stało, a przy okazji dało asumpt do odpowiedzi na pytania, które mnie spotkały na przestrzeni roku, a wiążą się z nagłym odejściem Krzysztofa R. Mazurskiego, z którym miałem przyjemność długie lata współpracować redakcyjnie.

Krzysztof Radosław Mazurski zmarł nagle 30 marca 2016 we Wrocławiu, był profesorem nauk ekonomicznych, specjalizował się w geografii ekonomicznej, gospodarce przestrzennej i sozologii, w tej dziedzinie znany był z kilkudziesięciu publikacji naukowych w kraju i za granicą. Jego pasją była geografia, krajoznawstwo, podróżowanie, napisał kilkanaście przewodników turystycznych, działał w PTTK, był przewodnikiem górskim. Od 2008 wiceprezesował stowarzyszeniu Naturefriends International, redagował miesięcznik „Na szlaku”. Tu dygresja, w latach 1991-2005, gdy współpracowałem z redakcją był moim naczelnym.

Podczas stanu wojennego był internowany i więziony za działalność w NSZZ „Solidarność”.

Jego nagłe odejście zaskoczyło wszystkich, jak się okazało nie tylko to. Z tego względu, że się długie lata znaliśmy i kilka dobrych lat współpracowaliśmy, byłem nagabywany gdzie spoczywa. Niestety nie wiedziałem kiedy odbył się jego pogrzeb i sądziłem jak inni, że spoczywa na cmentarzu ewangelickim przy kościele Wang w Karpaczu, ale to nie okazało się prawdą! Można powiedzieć, że nie jest znane miejsce pochowania, gdyby się zastanowić to jednak wiemy gdzie.

Zgodnie z jego życzeniem został spopielony, a prochy miały być rozsypane w Sudetach, do czego zobowiązał swoich synów. W niedzielę 1 maja 2016 w Kościele Opatrzności Bożej we Wrocławiu wspominano Krzysztofa, przy udziale dużej grupy przewodników górskich.

W Dzień Zaduszny nawiedzamy cmentarze, przyozdabiamy groby, zapalamy znicze, które z czasów przedchrześcijańskich są namiastką rozpalania ognia na mogiłach. Nasi przodkowie wierzyli, że płomienie ogrzewają dusze błąkających się po ziemi i chronią przed złymi mocami. Miejscem spoczynku Krzysztofa są Sudety, gdziekolwiek tam rozpalimy lampkę to będzie dobrze. Za Stanisławem Vincenzem – wielkim polskim prozaiku, eseiście, miłośniku i znawcy Karpat Wschodnich, szczególnie Huculszczyzny i Pokucia, można odmówić zupełnie nieznaną parafrazę Modlitwy Pańskiej, napisanej na Węgrzech w 1941 roku:

O Ojcze nasz,
któryś – w niebie jest
ponad otchłanie, nad mgławice świateł,
hen na organach – oceanach gwiazd
święć się Twe Imię
głosami świateł – głosami ciemności.
I tak Twe królestwo zbudź w duszach naszych,
niech samo tryśnie jak Twe Oriony,
tą samą wolą jako w niebiosach
tak i na ziemi.
Chleba i zdrowia i nadziei
daj nam na co dzień,
byśmy nie padli marnie w pustkowiu przy drodze.
I odpuść nam winy,
jako my odpuszczamy naszym winowajcom,
odpieczętuj oczy,
jako my oświecamy naszych braci młodszych.
Czyż możesz wodzić nas na pokuszenie?
A że nie poruszy się samo nasze serce,
zbaw nas od złego –
Amen

Nie mogę oprzeć się i dodam do tej pięknej modlitwy Vincenza niepublikowany jeszcze wiersz poety pienińskiego, Stanisława Słowika, napisany na Dzień Zaduszny:

Popatrz ile tu kwiatów
kwiaty z radości powstały
dzieci ucichły i ptaki.

W ten jeden dzień
umarli wracają w świat żywych.
W zapalonych zniczach cienie ludzi.
Ciche odcieleśnione duchy.

Wiatr zacichł w zadumie

Na zapomnianej mogile krzyż.
Na nim Chrystus kona w męce.
w zapomnieniu.

Prawda, że piękne?


Ryszard M. Remiszewski