MVC-002FPODHALE. Jest spory problem. Zagryzionych owiec wciąż przybywa. Z drugiej strony wilki podchodzą coraz bliżej do ludzkich siedzib. W końcu może dojść do dramatu.

- Wilczych szkód będzie w tym roku znacznie więcej, już to widzimy – zapowiada Jan Janczy, dyrektor Regionalnego Związku Hodowców Owiec i Kóz w Nowym Targu. Nie ukrywa on, że jeśli tak pójdzie dalej, to – jego zdaniem - minister będzie musiał dać zgodę na odstrzał drapieżników. Tymczasem takie zgody do tej pory były wydawane, ale w Bieszczadach. Niestety na wilki można było polować tylko przez miesiąc i to jedynie w weekendy. – Wiele razy pisałem do Warszawy do ministerstwa ochrony środowiska, ostatnio tego nie robię, bo nikt nie odpisuje – mówi Jan Janczy.
Tymczasem wilków przybywa, szczególnie dużo, gdy u południowych sąsiadów są odstrzały. Drapieżniki wtedy gromadnie przechodzą do Polski. Tu są bezpieczne. Są pod ochroną. Na bacówkach robią szkody. Do zagryzień dochodzi jednak niemalże wszędzie. Wilki atakowały tego sezonu owce w Ponicach, Ratułowie, Bańskiej, czy nawet Białym Dunajcu, nieraz w dużej odległości od lasu. – Tylko po 1, czy 2 owce na dwa tygodnie zagryzają wilki na bacówkach, co jest tylko zasługą baców i juhasów pilnujących dobrze stada – mówi dyrektor. Niestety wilki nie dają za wygraną i pojawiają się coraz częściej w wioskach, atakując owce pasące się w przydomowych zagrodach. W końcu może dojść do tragedii. Co będzie, jeśli wilk zaatakuje dziecko?
- Długoletni baca i partyzant świętej pamięci Klimowski kiedyś mi powiedział, że jak pani repezentujaca ochronę przyrody powiedziała mu, że z wilkami na bacówkach nie ma problemu, zaprosił ją do bacówki na noc. Niestety nie zdecydowała się... – wspomina dyrektor.
Tymczasem warto przypomnieć, że początkiem czerwca w siedzibie Tatrzańskiego Parku Narodowego odbyło się robocze spotkanie polsko-słowackiego zespołu ekspertów do spraw ochrony dużych drapieżników. Było one poświęcone wzmocnieniu standardów ochrony transgranicznych populacji wilków i niedźwiedzi. W spotkaniu uczestniczyli naukowcy, przedstawiciele administracji rządowej, służby ochrony przyrody oraz reprezentanci organizacji przyrodniczych zajmujących się ochroną dużych drapieżników: Radosław Ślusarczyk ze Stowarzyszenia Pracownia na rzecz Wszystkich Istot oraz Sabina Nowak ze Stowarzyszenia dla Natury „Wilk". Ustalono wówczas, że strefa ochronna będzie się ciągnąć wzdłuż całej polsko-słowackiej granicy. Zaproponowano by szerokości strefy wolnej od polowań wynosiła 23 km dla wilka i 10 km dla niedźwiedzia. Postanowiono także, iż w obszarze przygranicznym nawiązana zostanie ścisła, polsko-słowacka współpraca w celu wymiany informacji i podejmowania wspólnych działań dla ochrony transgranicznych populacji wilka i niedźwiedzia. Całość tych ustaleń została przekazana słowackiemu rządowi do analizy. Oczywiście należy nadmienić, że kształt i wielkość stref nie jest ostateczna i ma ona jeszcze podlegać negocjacjom na rządowym polsko-słowackim szczeblu.