Przy stole Fot. Anna SzopińskaPOWIAT NOWOTARSKI – DZIEŃ BIAŁEJ LASKI. Ilu ich jest w całym powiecie – trudno powiedzieć, bo ochrona danych osobowych powoduje teraz brak przepływu informacji pomiędzy komisjami orzekającymi o stopniu niepełnosprawności z powodu niewidzenia czy niedowidzenia a kołami Polskiego Związku Niewidomych i Słabowidzących. W każdym razie nowotarskie Koło (jedno z najprężniejszych w Małopolsce) – jak co roku od kilkunastu lat – zaprosiło swoich podopiecznych na Dzień Białej Laski.

Dwie panie prezes: (od lewej) z Nowego Sącza - Krystyna Michalik i z Nowego Targu - Anna Tylka Fot. Anna SzopińskaW Kole jest Przy stole Fot. Anna Szopińskaich zrzeszonych Przy stole Fot. Anna Szopińskaok. 300, ale Przy stole Fot. Anna Szopińskato oczywiściePrzy stole Fot. Anna Szopińska nie wszyscy Przy stole Fot. Anna Szopińskacierpiący zPrzy stole Fot. Anna Szopińska powodu dysfunkcji Przy stole Fot. Anna Szopińskawzroku. Wielu Przy stole Fot. Anna Szopińskarodziców Przy stole Fot. Anna SzopińskazgłasNormy unijne Fot. Anna SzopińskazającychNo to deptamy... Fot. Anna Szopińska się z niedowidzącymi Z narzędziem ręcznym Fot. Anna Szopinskadziećmi do komisji Skąd ten siniec?.. Fot. Anna Szopińskaorzekających ...i tak się miele Fot. Anna Szopińskawciąż nie wie o istnieniu Koła, czyli o możliwości zrzeszania się i uzyskania wsparcia. A to dla nich duża krzywda i strata (przedtem ZUS wysyłał Kołu dane niedowidzących). Przepływ informacji następuje jedynie, gdy dziecko trafi do Nowego Sącza, pod ocenę psychologa. Z tym ośrodkiem Kołu współpracuje się znakomicie.

Doroczne spotkanie niedowidzących z całego powiatu – od Pienin po Orawę – to rzadka dla wielu szansa wyjścia z czterech ścian, pobycia przy wspólnym stole, ucieszenia się i rozerwania. Bo łatwiej o swoich kłopotach mówić w gronie dotkniętych tym samym problemem.

Na świętowanie Dnia przyjechało do Nowego Targu (a najczęściej zostało przywiezionych przez rodziny czy znajomych) ponad 100 osób. Dotarli przedstawiciele bratnich kół z Nowego Sącza, Rabki, Bochni, Wieliczki, goście Urzędu Miasta, księża. Po wspólnej mszy wszyscy zgromadzili się w zawsze życzliwej restauracji „Ruczaj". Witała ich i mówiła o działalności Koła, także o problemach, z jakimi musi się borykać, wieloletnia pani prezes Anna Tylka.

- Gdyby tak przyszedł święty Mikołaj i powiedział: „daję wam suchy i ciepły lokal, za symboliczną złotówkę albo nawet za 50 zł – nie posiadalibyśmy się z radości... - pozwoliła sobie na marzenia.

Bo realia są takie, że miesięczny koszt wynajmu lokalu o powierzchni 36 metrów kwadratowych w zasobach komunalnych to 500 zł. Nie da się na takiej przestrzeni organizować bardzo oczekiwanych przez członków zajęć, a wilgoć – zwłaszcza wiosną i jesienią – zagraża stanowi bardzo już bogatego zbioru książek mówionych.

Ale lokal to nie jedyne zmartwienie niedowidzących.

- Zaostrzone kryteria spowodowały, że nawet osobom z mocną dysfunkcją wzroku trudno uzyskać stopień niepełnosprawności – mówi pani prezes. – Młodym odbierane są renty. To samo dotyczy dzieci, które maja duże problemy ze wzrokiem. Razem z rodzicami piszemy odwołania do sądu, ale rzadko udaje się uzyskać przywrócenie świadczeń.

Dzieci dotknięte niedowidzeniem skojarzonym z innymi chorobami trafiają do Domu im. Św. Tereski, czyli do Szkoły Podstawowej Specjalnej Dla Dzieci Niewidomych w Rabce albo do nowotarskiej „Chatki". W Kole jest takich 28.

Wszystkim członkom Koło – z dużą determinacją - pomaga w załatwianiu formalności, kierowaniu do ośrodków specjalistycznych, pisaniu wniosków i odwołań. We współpracy z ośrodkami w Krakowie i Bydgoszczy organizuje szkolenia. A czasem po prostu panie prowadzą do lekarza kogoś, kto sam by tam nie trafił. Ponieważ uszkodzenia wzroku często są skutkiem cukrzycy – Koło organizuje też spotkania cukrzycowe.

Są oczywiście i radośniejsze momenty, czyli przede wszystkim wycieczki. W maju Koło zorganizowało dla członków Związku - w liczbie 55 osób - wycieczkę do Rzymu. Jeśli jechało dziecko lub osoba mocno niedowidząca, to z przewodnikiem. Dar Królowej Związku Podhalan koszt tej wycieczki dla każdego uczestnika umniejszył o 200 zł. Dla wielu Rzym był marzeniem życia, a pogoda dopisała nadspodziewanie.
Prezentem na Dzień Dziecka dla najmłodszych stała się z kolei wycieczka do Zatorlandu z parkiem dinozaurów oraz potężnymi scenami i postaciami z mitologii na wodzie. Wrażeń było mnóstwo.

Codzienność funkcjonowania Koła jest taka, że dysponuje tym, co zdoła uzyskać z pieniędzy państwowych – dzięki posłom – i dzięki swoim dobrodziejom, zaprzyjaźnionym firmom (tak np. udaje się co roku organizować Mikołajową imprezę dla dzieci). – Im niższy szczebel, tym trudniej nam cokolwiek wywalczyć... – mówi pani prezes, nie ustając jednak w staraniach.

Nowotarski Dzień zakończył się nie tylko obiadem w „Ruczaju". Sześć rewelacyjnych kobiet, czyli mam uczniów z Zespołu Szkół Podstawowej i Gimnazjum w Maruszynie, dało kapitalny występ, pokazując dwa skrzące się ciętym dowcipem programy – o kiszeniu kapusty i pieczeniu moskoli. Ale niech nikogo nie zmyli temat... Tradycyjne czynności – z odpowiednimi rekwizytami - były tylko fabularnym pretekstem do spotkania i śpiewanej, gadanej satyry obyczajowej, nawet politycznych aluzji: do pieniędzy „za brukselkę", do norm unijnych, do „najważniejszych głąbów", nawet „księży, co na nich nie wolno donosić". Tak sobie „Maruszynianki" poswawoliły, rozbrajając wszystkich przy stołach. Bo bardzo potrzebna była ludziom ta chwila uciechy.