wigmiast18NOWY TARG. Tradycyjna Wigilia w Mieście, organizowana przez nowotarski Oddział Związku Podhalan, już dwunasty raz, przypadła w ostatnim dniu Targów Bożonarodzeniowych. Na rynku w niedzielny wieczór działo się więc wiele. Z powodu żałoby narodowej po śmierci polskich górników brakło jednak muzyki, tańca i śpiewu. Zamiast programu artystycznego była minuta ciszy dla uczczenia tych, którzy zginęli podczas wybuchu metanu w czeskiej kopalni Stonava.

Harcerze ze szczepu Salamandra, jak zwykle, przynieśli na rynek Betlejemskie Światełko Pokoju, przez słowackich skautów. Oddali je w ręce burmistrza.

- Zasiadając przy wigilijnym stole, łamiąc się opłatkiem, życzymy sobie nieraz – może tak standardowo – spokoju i odpoczynku – mówił burmistrz Grzegorz Watycha. - Ale pomyślmy też o tych na świecie, którzy tego spokoju i odpoczynku w święta mieć nie mogą - ażeby na kolejne – dzięki naszym myślom i modlitwom – zapanował pokój. Wszystkim mieszkańcom, Państwu, którzy przyszliście dziś na rynek, i Waszym bliskim, z którymi siądziecie przy wigilijnym stole, życzę błogosławionych świąt Bożego Narodzenia i otwartości na przemiany, dobre przemiany w naszych sercach, które mogą nastąpić dzięki przyjściu na świat Pana Jezusa. Żeby narodził się w naszych sercach i przemienił je na lepsze.

W imieniu samorządowej władzy życzenia miłości, spokoju i obfitości Bożych łask składał nowotarżanom także przewodniczący Rady, Grzegorz Luberda.

Dla ok. 120 osób zgromadzonych na rynku pogoda była łaskawa, bo deszcz przestał padać, a temperatura utrzymywała się w plusie. Ze sceny, gdzie stał pusty jeszcze żłobek posypały się góralskie życzenia. Składali je prezesi nowotarskiego oddziału: Józef Knap i Wojciech Groń.

Słodkie chałki, czyli „góralski opłatek” błogosławił kapelan Związku Podhalan – ks. Mieczysław Łukaszczyk. Gdy górale z tacami chałek ruszyli w tłum, życzenia składali sobie wszyscy nawzajem.

Do namiotu obok sceny wabiły ludzi zapachy tradycyjnego jadła, które gospodynie nakładały wszystkim chętnym na miseczki. A uwarzyły one 50 litrów smakowitego barszczu z fasolą, i tyleż samo łazanek z kapustą, kapusty z grochem. To wszystko można było popić kompotem z suszu, wyczuwając w nim zapach wanilii i goździków. Ludzi smakowali tych wigilijnych potraw, grzejąc się w cieple gazowych lamp i gwarząc z przyjaciółmi. Wielu przekonało się już, że niby to samo mają na wigilijnym stole w domu, ale na rynku, z parujących termosów, w ludzkiej gromadzie, smakuje jednak inaczej.

Najmłodszych przyciągały natomiast urocze, wełniste alpaki i zagroda św. Mikołaja z dwoma reniferami. Pomocnik Mikołaja musiał pilnować kolejki chętnych, by razem z hojnym świętym choć na chwilę zasiąść w saniach.

Wigilia w Mieście

Fot. Anna Szopińska