wigswar18NOWY TARG. Może i trochę ciasno, ale bardzo odświętnie i urokliwie jest zawsze podczas wigilii „Małych Śwarnych”. Takie bożonarodzeniowe spotkania przy suto zastawionym stole, w zapachu choinek, w kolorowych światełkach lampek, przy chybotliwych płomykach świec, w pięknie przybranej sali regionalnej MOK-u - są długą tradycją 35-letniego już, ale wciąż młodego zespołu.

Przygotowanie wigilii to duża praca rodziców małych i nieco starszych zespołowiczów. Grupa założona w 1983 roku przez Marię i Józefa Staszlów składa się bowiem z góralskiego narybku w wieku od 5 do 17 lat. Z niesłabnącą energią od kilku lat prowadzi ją Bernadeta Szumal, kontynuując pracę swoich poprzedników. Nieodzowne elementy wigilii to suto, regionalnymi potrawami zastawiony stół i muzyka.

Ale zaczyna się wszystko od błogosławieństwa i modlitwy, którą tego roku prowadzili dwaj kapelani Związku Podhalan – ks. prałat Mieczysław Łukaszczyk i serdeczny druh śp. ks. prof. Tischnera – ks. Władysław Zązel, skądinąd zawołany śpiewak.

Ks. Władysław tyle lat chodzi po świecie, że – patrząc na góralszczyznę - może już porównać, jak z nią było pół wieku temu, a jak jest teraz. I wcale go to nie markoci, wręcz przeciwnie.

- Kiek chodziył do miasta do Goszczyńskiego, do liceum, wiycie, nie widno było góralscyzny na nowotarskich ulicach - powiadał. - I po rokach ciesym się teroz co raty przeraty, ze oddział Związku Podhalon w Nowym Targu ozduchoł tyn góralskom watre.

Nie brakło i wierszowanych życzeń wypowiadanych w świątecznym czasie przez "Małych Śwarnych", a więc z mocą sprawczą.

Było łamanie się opłatkiem, było mnóstwo uścisków i dobrych słów. Ale było też sporo góralskiej gwary i góralskiego „zwyku”.

Potem można już było radować się do woli, korzystać z obfitości stołu, grać i śpiewać, ile pary w płucach.

Wigilia "Małych Śwarnych"

Fot. Anna Szopińska