P1040282

Stało się tak w miniony piątek - 27 września 2019 r. - w Domu Ludowym w Lipnicy Wielkiej podczas promocji antologii wierszy Emila Kowalczyka. W wypełnionej po brzegi sali uczczono pamięć wielce zasłużonego dla Orawy syna tej ziemi, który działał nie dla poklasku, a dla innych, kochał tę ziemię i jej mieszkańców, wierzył w ich szlachetność, skromność i pracowitość. Uczył szacunku i miłości do tej ziemi. Ujęli mnie Orawianie dbaniem o spuściznę po Emilu Kowalczyku, jego wiano literackie, bo nie tylko poezja jest swoistym testamentem dla nich pozostawionym.

Na spotkaniu w Lipnicy Wielkiej zaprezentowano antologię jego wierszy tytułując ją swoiście „Na orawskiej pogródce”. Znalazły się w niej wiersze z trzech wydanych tomików: „Napij się orawskiego ciepła” (1991), „Dookoła smreków pociorki” (1998), „Mos ty serce orawskie?” (2005) oraz zamieszczonych w innych zbiorach poezji, regionalnych pismach i po raz pierwszy te spoczywające dotąd w szufladzie. Do zbioru wierszy dodano przedrukowane z tomików posłowia i krótki biogram.

Scena Domu Ludowego miała adekwatny wygląd, z tłem krzyża przy drodze rabczyckiej, przy którym Piotr Borowy się przystawał i modlił. Często tego charyzmatycznego Orawiaka przywoływał Emil Kowalczyk, okazując szacunek i estymę. A czy sam nie szedł drogą, którą wytyczył ten wielki Orawiak? W wierszu „Gazdo Pietrze” pierwszymi wersami zaczynał:

Kielo razy ku Kapralowymu brzyzku idym,
widzym was krziz przy rabcycki dródze,
z którego Krystus zasmucony
jak i wtedy
poziyro na nase grzechy
stare i nowe.

Spotkanie prowadził Jan Świdroń z Chyżnego, którego cenię za dokonania na polu pszczelarstwa, ale teraz dołożę jeszcze umiejętność prowadzenia i nadawania kształtu widowisku artystycznemu.
W podniosłej promocji antologii wzięli udział szacowni goście: ks. bp Jan Szkodoń, wicestarosta powiatu nowotarskiego Bogusław Waksmundzki, posłanka Anna Paluch, proboszcz miejscowej parafii pw. św. Łukasza Ewangelisty ks. Jerzy Bargieł, wójt gminy Lipnica Wielka Mateusz Lichosyt oraz liczne grono osób zaprzyjaźnione z Emilem Kowalczykiem, do którego i ja się zaliczam.

P1040347
Zaproszeni przez Jana Świdronia wypowiadali się o autorze antologii wymienieni przeze mnie goście, jak i osoby, które obdarzył swoją przyjaźnią. Wzruszające to było, bo przybliżało osobowość Emila od jak najlepszej strony, bo któż lepiej się wypowie jak bliska mu osoba?

Podziękowano darczyńcom, dzięki którym ukazała się publikacja. Takiej ilości osób wspierających jej wydanie dawno nie widziałem. To także o czymś świadczy, prawda? Nie zapomniano o osobach przygotowujących ją do wydania: Roberta Kowalczyka, Barbary Zgamy i Janiny Karkoszki. Gorące to było podziękowanie.
Część artystyczna przygotowana została naprawdę profesjonalnie, a osoba odpowiedzialna za scenariusz powinna być w jakiś sposób wyróżniona. Otworzyła Emilka, wnuczka autora, recytując jego wiersz, a Karolina Kowalczyk - notabene dyrektorka Gminnego Centrum Kultury – czytała fragmenty posłowi do wydanych tomików, a gazdowie z jedną gaździną na scenowej pogródce czytali wiersze Emila Kowalczyka. Ta w przenośni pogródka drzewiej pełniła rolę otaczającego chatę czegoś w rodzaju wału z ziemi i kamieni, również przyzbą zwanego, miejsca gdzie siadały gromadnie dzieci i gospodarze.

Grał zespół „Arva”, któremu poświęcę chwilę, bo warto. Z jego gry i muzyki tryska radość oraz niezwykła energia, prezentują muzykę orawską z elementami podhalańskimi, spiskimi i bałkańskimi. Ogólnie wskazuję na bałkańskie, bo trudno mi powiedzieć ile w niej spotyka się elementów węgierskich, rumuńskich, czy cygańskich, może ogólnie wystarczy powiedzieć karpackich? W każdym razie ich muzyka obrazuje stosunek melodii orawskich do uwarunkowań historycznych i geograficznych. Tradycyjny skład troje skrzypiec i basy wzbogacał jeszcze jeden skrzypek i akordeon, pierwsze skrzypce trzymał Marcin Kowalczyk, a wśród śpiewających była Karolina Kowalczyk. Dodam że jednym ze skrzypków był ich syn Jasiek. Zespół może pochwalić się własnymi utworami i aranżacjami, takową była muzyka do wierszy Emila Kowalczyka. Myślę, że dla wielu na widowni odkrywcza i zaskakująca w swym pięknie.

P1040361

Muzyka orawska o charakterze refleksyjnym i lirycznym, wzbogacona o elementy bałkańskie daje zadziwiający efekt świeżości, co ponosi słuchających i pobudza do reakcji, dając muzykom wiele satysfakcji. Bisowany „Na Jabłonce Kiermas” był tego wyrazem.

Muzycy mają z czego czerpać, została im dana spuścizna Emila Miki, Jana Taciny, jak i samego Emila Kowalczyka. Pamiętajmy jeszcze o muzycznych dokonaniach Ludwika Młynarczyka, jak i niedawno zmarłego Andrzeja Haniaczyka.

Zakończę relację pierwszą zwrotką wiersza Emila „Orawa tońcy…”, adekwatną do tego, co wydarzyło się tegoż wieczora w Lipnicy Wielkiej:

Orawskie zatońcyły dziedziny
wartkiego ciardasa od gynstwiny,
jaze sie im zakryńciyło
na Babi Górze śpiywajonce słónecko.

Ryszard M. Remiszewski