P1040527

Mieszkaniec Krościenka nad Dunajcem – Zbigniew Urbański – jest przykładem osoby, która potrafiła pokonać swoją słabość i skutki ciężkiego udaru mózgu.

Normalnie mówi, porusza się i realizuje własną pasję budowy makiet historycznych obiektów pienińskich. Jest członkiem miejscowego Stowarzyszenia Artystów Pienińskich i dzięki swojemu oryginalnemu hobby odnalazł się, a nawet wychodzi poza granice królewskiego miasteczka, bogatego w historię, lecz poza sezonem dość sennego, a wiadomo stan taki nie każdemu służy, tym bardziej osobie o niespokojnej duszy. Z uznaniem patrzę na Zbigniewa Urbańskiego umiejącego tą miasteczkową pozasezonową ociężałość i niemrawość zamieniać na dokonania, mające znamiona twórcze.

Kawałek zieleni przed domem - zakleszczony betonowymi ścianami - nazwał więziennym spacernikiem. Zamienił go w ogród, od wiosny do jesieni tonący w kompozycjach kwiatowych i ziołowych. W domu stworzył pracownię miniaturowych obiektów, historycznie znanych, to zamki w Czorsztynie i Niedzicy, kościółek w Krościenku, zerwany most na Piaskach, pustelnia pienińska i sanktuarium św. Kingi na Górze Zamkowej, glorietta na Okrąglicy z masywem Trzech Koron, to także młyn wodny, a teraz obiekt, do którego dojrzewał latami – średniowieczny zamek „Pieniny”.
P1040559

Makiety w drewnie i głównie w styropianie okazały się znakomitym pomysłem i środkiem terapeutycznym na pokonanie własnej słabości. Swoją pierwszą wystawę - dobrych kilka lat temu - podczas II Dnia Dziecka w Krościenku przeżył najbardziej, później były następne. Poza sobą ma już anonimowość, teraz realizuje się, oczywiście po swojemu, rytmem mu odpowiadającym. 

Na przestrzeni ostatnich piętnastu lat powstało kilkanaście zrekonstruowanych obiektów, wydawało się, że zamek Pieniny zostawił sobie na deser. Tymczasem było inaczej, usłyszałem: - Nie, to tkwiło we mnie, odkładałem w czasie, za dużo miałem wątpliwości i nie wyjaśnionych elementów.

Przywołałem „Sądecczyznę” - dzieło Szczęsnego Morawskiego, które dla zamku Pieniny wyrocznią być nie może. Przyznał rację, ale uznał że autor jeszcze widział go w takim stanie, że mógł rysować swoją wersję, nie wiemy czy była to artystyczna interpretacja, czy też próba odtworzenia wyglądu. Pierwsze wydanie „Sądecczyzny” ukazało się w 1863 r. Zamek usadowiony został na skalnej półce przed wierzchołkiem Zamkowej Góry (799 m) po jej północnej stronie. Do jego budowy przystąpiono w 1280 r., miał spełniać rolę refugium. Był niewielkich rozmiarów, doskonale wkomponowany w naturalne skalne otoczenie, odrestaurowany mur tarczowy ma 88 m i jest grubości 1 m. Brama znajdowała się od zachodniej strony, pod nią piwnice, za nią cysterna ze źródełkiem św. Kingi, ostatnimi laty wysychającym.

W zachodniej literaturze XVII i XVIII. wiecznej podawany był jako przykład wybitnie obronnego zamku.Spełniał rolę refugium. Jan Długosz odnotował w swojej Kronice, że podczas pierwszego najazdu mongolskiego w 1241 r. schronił się w nim książę Bolesław V Wstydliwy z matką i księżną Kunegundą, co badający zamek archeolodzy poddają w wątpliwość ze względu na rok budowy. Natomiast podczas trzeciego najazdu Mongołów w 1287 r. schroniła się w nim księżna Kinga z siostrami Jolantą i Konstancją, 70 zakonnicami z klasztoru w Starym Sączu, towarzyszyli jej kapłani i ochraniający oddział rycerzy.

P1040568

Zbigniew Urbański podważa przekazy, że miejscowa ludność rozkopywała zamek i pobierała kamień na swoje potrzeby. Z kamienia zamkowego nie budowano wówczas domów, powszechnie stosowanym materiałem było drewno, a nie kamień. Poza tym po co mieli sobie utrudniać życie i zwozić z góry kamień, jak taki sam mogli pobrać na miejscu w swoim otoczeniu.Faktycznie tak wygląda jakby Pan Zbigniew na koniec swoich rekonstruowanych obiektów zostawił zamek pieniński. Jednak jowialnie zaripostował: - Nie na koniec, jeszcze nigdzie się nie wybieram, a makietę zamku „Pieniny” uznałem za najważniejszą w moim życiu. Musiałem się odpowiednio przygotować, przeczytać książkę, odpowiedzieć na wiele wątpliwości. Od czterech-pięciu lat wykonywał niektóre elementy powoli przymierzając się do pełnej rekonstrukcji. W minioną zimę zabrał się za kończenie projektu. Porównywał ze Szczęsnym Morawskim, dociekał jak zamek mógł wyglądać. Nawet zanegował jego założenia w niektórych elementach, dla przykładu budynek bramny. Studiując mapy uznał, że nie skala powinna być brana pod uwagę, a proporcja, bowiem miejsca do zabudowania na skalnej półce jest mało. Przy rozlokowaniu budynków także pokazało się wiele pytań. Porównywał z wynikami prac archeologicznych, które są nie do podważenia. – Gdyby to było takie proste zrobić rekonstrukcję tego zamku to wielu specjalistów dawno by ją wykonało, szczególnie obecnie, jak są takie techniczne możliwości, a jednak z niczym takim się nie spotkałem. Zamek dalej pozostaje wyzwaniem – podsumował.Starał się zachować proporcje budynków. Skalowania się nie podjął, bo uważa, że nie ma odpowiednich do tego profesjonalnych narzędzi, odpuścił sobie tą czynność. Poza tym – na przykładzie innych wykonanych wcześniej obiektów - nie chciał powtórzyć tego błędu. Odniósł się do czasu budowy zamku, wtedy w XIII wieku także sobie radzono prostymi sposobami, dziś budowniczym byłoby o wiele łatwiej, miejsce wybraliby i projektowali posiłkując się zdjęciem satelitarnym. Trafnie odniósł się do wielości potrzebnych budynków. Uznał, że przecież księżna nie uciekała przed Tatarami w samej spódnicy, a siostry klasztorne w habitach, tylko towarzyszył im cały dwór, rycerze do ochrony i sporo wozów z żywnością i wyposażeniem. Na zamku miejsca za dużo nie mieli, a jednak szacunkowo mogło w nim przebywać 150-180 osób, a może więcej. Pobyt uciekinierów na zamku nie trwał krótko – jeden czy dwa miesiące, a z pół roku na pewno. Pan Zbigniew wyliczał ile tego wyżywienia musieli zgromadzić, a innych sprzętów, czy ubiorów? Zastanawiał się, z której strony Tatarzy oblegający zamek mogli pod niego podejść, jak z każdej ze stron był niedostępny, jedynie mogli to zrobić podchodząc jarem Hulińskiego Potoku, spływającego z Masywu Trzech Koron, lewego dopływu Potoku Pienińskiego. Z Hulińskiego Potoku przebywający na zamku mogli pobierać wodę, bo źródło znajdujące się w wybudowanej cysternie wydajne nie było. Nie jest również przekonany do funkcjonalności cysterny, woda jego zdaniem nie mogła być długo przetrzymywana, bo szybko by się zepsuła, więc musiały być inne jeszcze możliwości jej gromadzenia. Cysterna mogła służyć do przechowywania zapasowej żywności.

P1040542

Zasadne jest zastanowienie się nad ilością zabudowań mieszkalnych i gospodarczych na terenie zamku, jakiej były wielkości i do czego służących, biorąc pod uwagę szczupłość miejsca. Pan Zbigniew i nad tym myślał, bo przecież oprócz uciekinierów zgromadzonych na zamku trzeba było trzymać konie i zwierzęta na ubój, bo jak zauważył najlepszą lodówką była żywa zwierzyna. W tamtych czasach inaczej wykorzystywano pomieszczenia, a w takim zamku bardziej prymitywnych, niż gdzie indziej. W każdym z nich przebywało więcej ludzi, a jak żyli i pomieścili się na tak małej przestrzeni, to pytanie. Dlatego przypuszcza, że zbocze Góry Zamkowej musiało być również w jakiś sposób zagospodarowane. Uznał, że Szczęsny Morawski ładnie narysował swoją wizję zamku, ale w wielu miejscach rozmijał się z prawdą. Tudzież ilość okien wydaje się dyskusyjna, szyb przecież nie było, więc tyle ich nie było potrzebnych.Kiedy zamek został zburzony? Nawet tu funkcjonują dwie wersje. Jedna mówi, że stało się to w 1410 r. gdy wojska Ścibora ze Ściborzyc wspierając Krzyżaków zniszczyły Sądecczyznę i przy okazji zamek. Druga mówi o roku 1433 podczas pobytu wojsk husyckich na Górnych Węgrzech, tą skłonny jestem uznać za bardziej realną.Po raz pierwszy Zbigniew Urbański skorzystał z pomocy innej osoby – Pani Ewy Majerczak, absolwentki szkoły Kenara w Zakopanem, artystki, pięknie malującej. Poprosił o fachowe pomalowanie makiety, odpowiednie do epoki. Efekt końcowy współpracy uznał za rewelacyjny, przyznał że sam nie dobrałby tak kolorów. Makieta zamku „Pieniny” jest niejako zwieńczeniem twórczości Zbigniewa Urbańskiego, najdłużej nad nią pracował i o wiele więcej musiał dokonać trudnych wyborów. Zdaje sobie sprawę, że jest to jego spojrzenie na zamek, każdy może mieć swoją, do czasu aż zamek nie zostanie archeologicznie do końca przebadany, a i tak problemy z jego wyglądem pozostaną.Gdy zapytałem kiedy planuje wystawę swoich makiet, teraz już z zamkiem pienińskim, jako głównym obiektem, wyraźnie spoważniał i posmutniał. - Muszą być do tego warunki - jak powiedział, - a Krościenko nie ma odpowiednich, z prawdziwego zdarzenia sal na wystawę.Najważniejsze w tym wszystkim wydaje się, że Zbigniew Urbański nie poddał się chorobie, pokonał fizyczną słabość, realizuje się i zapału, jak na razie mu nie ubywa.

Ryszard M. Remiszewski