Wojnarowski

Pracując nad chyżniańskim tematem – dość nieoczekiwanie - za pośrednictwem Internetu dotarła do mnie informacja o pogrzebie o. Michała Józefa Wojnarowskiego, proboszcza w Chyżnem w latach 1988-2003. Od razu powróciły myśli, którymi się podzielę.

Nie pamiętam podczas jakiej to było uroczystości w Orawce, w każdym razie pod koniec lat 80.minionego wieku, znajomy uprzedził, że rozpytuje o mnie jakiś zakonnik z Chyżnego. Faktycznie – korzystając z przerwy - podszedł do mnie red. Leon Rydel z nieznanym mi karmelitą i usłyszałem: - To jest o. Michale nasz Remiszewski. 

Tak poznaliśmy się. Po paru zamienionych zdaniach wydało mi się jakbyśmy się znali od lat. Był bezpośredni, wypowiadał się jasno i tak samo formułował myśli, co bardzo mi odpowiadało, a do tego przesympatyczny i ciepły. Powiedział, że czyta artykuły i obserwuje wzmagające się moje zainteresowanie Orawą, co bardzo go raduje i zaprosił do siebie na kilka interesujących dla mnie tematów. – Bo nie zna pan Chyżnego i czas nadrobić zaległości – dodał. Nie przypuszczałem, że nasza rozmowa okaże się tak owocna, a przez następnych kilka lat zadzierzgnie się między nami taka nić porozumienia. 

Na temat Orawy mało się pisało, więc łatwo było zauważyć ukazujące się teksty i ich autorów. Wówczas podjąłem także współpracę z zespołem red. Krzysztofa Smereki z TV Katowice, przygotowywałem merytorycznie i organizacyjnie realizację programów telewizyjnych z Podhala, w tym z Orawy, Spisza i Pienin.

Był marzec któregoś roku, na Śląsku zima ustępowała, upragniona przez wszystkich wiosna wracała. Z Telewizji zadzwonił kolega i przekazał informację: - Wymyśl coś, by jeszcze uchwycić, jak budzi się wiosna w przyrodzie, wskazana atrakcyjna sceneria, na przykład w górach. Długo nie namyślając się odpowiedziałem: - To jedźmy na Orawę. Tak pojechaliśmy, wcześniej poprosiłem Emila Kowalczyka z Lipnicy Wielkiej o pomoc w zakwaterowaniu. Już zbliżając się do Lipnicy źle to widziałem. Gdzie tu szukać nadchodzącej wiosny, gdy zima na dobre nie zamierzała ustępować. Droga do Przywarówki, gdzie w szkole mieliśmy noclegi, była równo zasypana. Na polecenie wójta przed naszym Polonezem jechał pług, żebyśmy mogli dojechać. Na miejscu po wypakowaniu sprzętu podczas rutynowego sprawdzania okazało się, że profesjonalna kamera nie pracuje, stwierdziliśmy że zamarzła w bagażniku samochodu! Przez noc stała na piecu, ale rano dalej nie ruszyła. Próbowałem zadzwonić do Chyżnego, aby odwołać zaplanowane spotkanie z o. Wojnarowskim, ale było to niemożliwe, nasze komórki nie miały zasięgu. Wróciliśmy do Katowic i oddaliśmy kamerę na warsztat, ze strachem, co powiedzą mechanicy. Nic, kamera pracowała normalnie, widocznie podczas jazdy powrotnej odtajała i odzyskała sprawność, a na warsztacie trochę dziwnie na nas popatrzyli. W drodze powrotnej bez problemu dodzwoniłem się do Chyżnego i przeprosiłem o. Wojnarowskiego, że nie mogliśmy przyjechać ze względu na usterkę kamery.
Tydzień lub dwa później powtórzyliśmy wyjazd, ale już nie szukaliśmy wiosny, tylko po rozmowie z o. Wojnarowskim zamierzaliśmy pokazać Chyżne na jej przednówku. I dobrze, bo we wsi sypało śniegiem i panowała zima. Nasz gospodarz przyjął serdecznie i zabawił się w przewodnika po wsi. Pokazał kurną chałupę i orawską wyżkę, ostatnie takie obiekty, które zachowały się we wsi i były zamieszkane. Zaprowadził również do izby regionalnej, w której gromadził świątki, różne sprzęty, o każdym mógł opowiadać dłużej. Zapytał mnie podchwytliwie, czy nie wiem, gdzie są historyczne figurki z szopki Piotra Borowego. Jeżeli się zachowały, to pewnie kiedyś się znajdą – odpowiedziałem dyplomatycznie. Wtedy przyniósł z zakamarku izby figurki i z dumą potwierdził, że są dziełem Piotra Borowego. Nie wyjaśnił, jak wszedł w ich posiadanie.
Przypomniałem sobie jeszcze inne zabawne zdarzenie. Przyjechaliśmy na kolejny materiał na zaproszenie o. Michała. Dzwonię przez domofon, wyszedł zakonnik i powiedział, że proboszcz spowiada w kościele i prosił żeby tam podejść. Weszliśmy bocznym wejściem, faktycznie w kościele było trochę ludzi i młodzieży, spokojnie siedzących. Nachyliłem się do pierwszej z brzegu osoby z pytaniem o proboszcza. Usłyszałem, żebym głośno nie mówił, bo o. Michał zasnął w konfesjonale i niech sobie pośpi, nie należy mu przeszkadzać. Po cichu podszedłem do konfesjonału, siedział ze spuszczoną głową. Zacząłem się tyłem wycofywać, wtedy podniósł głowę, nasze oczy się spotkały, na twarzy zawitał uśmiech od ucha do ucha, wyszedł z konfesjonału, rozłożył ręce i przywitał na „niedźwiedzia”. Jakie to było ciepłe powitanie. Zaprosił na plebanię, oponowałem, bo przecież ludzie przyszli do spowiedzi. Prosił żebym się nie martwił, zapowiedział oczekującym, że zaraz przyśle zastępstwo. Taki był 

Urodził się w Słotowej k. Pilzna 17 kwietnia 1937 r., wsi o korzeniach średniowiecznych (założona w 1364 r.), malowniczo położonej pośród wzgórz. Właśnie o jej walorach krajobrazowych wspominał mi w rozmowie. Zainteresowania o. Michała do gromadzenia ludowych rzeźb sakralnych oraz dążenie do założenia izby regionalnej wywodzą się właśnie z miejsca urodzenia. Wspominał o trzech kapliczkach we wsi, w tym szczególnie o jednej XVIII. wiecznej poświęconej Matce Boskiej od Czystych Wód, nawiasem mówiąc postawionej na gruntach Wojnarowskich, którą opiekował się krewny Jan Wojnarowski. Niestety nie pamiętam jaki to stopień pokrewieństwa, w każdym razie wspólnie od drugiej połowy XX. wieku sukcesywnie wzbogacali kaplicę dziełami sztuki ludowej. Zbiory zapisane zostały na rzecz Muzeum Diecezjalnego w Tarnowie. Jeszcze jeden ciekawy wątek jest z kaplicą związany, a w zasadzie dwa. Zbudowana została sumptem Anny z Witwickich Złockiej, właścicielki dworu, jako wyraz wdzięczności Matce Boskiej za dar późnego macierzyństwa, a drugi to do czasu założenia parafii w Słotowej (1981) i zbudowania kościoła (1982-1994), właściwie wokół kaplicy koncentrowało się życie religijne miejscowej ludności.

Michał Józef Wojnarowski wstąpił do nowicjatu Zakonu Karmelitów 30 sierpnia 1952 r. mając 15 lat, pierwsze śluby zakonne złożył rok później w klasztorze w Oborach. Klasztor i Sanktuarium ze słynącym z łask obrazem Matki Bożej Bolesnej znajduje się w diecezji płockiej, niedaleko Gołubia-Dobrzynia. W tym samym roku kontynuował naukę w szkole średniej w Krakowie, a po maturze podjął studia filozoficzno-teologiczne, także w Krakowie. Śluby wieczyste złożył 27 lutego 1958 r., a święcenia kapłańskie przyjął 24 lutego 1961 r.

Jako kapłan został w Krakowie, początkowo był sekretarzem ówczesnego prowincjała o. Jana Konoby. W Krakowie – pochwalił się – pracował jako bibliotekarz w klasztorze. Uporządkował i skatalogował zbiory, ale także te przywiezione z klasztorów wschodnich zlikwidowanych po 1945 r. W czasie okupacji w opróżnionych pomieszczeniach bibliotecznych Niemcy urządzili magazyn broni. Miał zatem o. Michał co robić, a że to lubił? – wykonał pracę z przyjemnością.

Z okazji Millenium Chrztu Polski przygotował bardzo ważną i prestiżową wystawę pn. „Dzieje Zakonu Ojców Karmelitów w 1000-leciu chrześcijaństwa w Polsce”, którą 2 września 1966 r. otwierał ks. abp Karol Wojtyła, cieszyła się ogromnym zainteresowaniem. W dwa lata później prowincjał o. Piotr Żuk mianował o. Michała kaznodzieją i misjonarzem Prowincji Polskiej Karmelitów, w następnym roku powierzono mu funkcję archiwisty w tejże prowincji.

W 1975 r. Rada Prowincji powierzyła o. Michałowi pełnienie obowiązków prefekta kleryków i regensa studiów. W 1976 r. został przeniesiony do klasztoru w Oborach i uczestniczył w przygotowaniu uroczystości koronacyjnych oborskiej Piety. Jeszcze wcześniej przez trzy lata opracowywał „Dzieje figury oraz kult Matki Bożej Bolesnej słynącej cudami w kościele Ojców Karmelitów w Oborach”. Właśnie Obory i opracowana historia kultu Matki Bożej Bolesnej wyjaśniły mi jego miłość do figury Piety na Danielkach. W 1982 r. został wysłany do Rzymu na Kurs Formacji Permanentnej Formatorów. Razem z Ojcem Świętym Janem Pawłem II koncelebrował mszę 3 maja 1982 r., na jej pamiątkę otrzymał obrazek Matki Bożej Bolesnej z Obór z błogosławieństwem. W 1985 r. Zarząd Prowincji mianował o. Michała Rektorem Seminarium w Krakowie, w trzy lata później – o czym wspominałem - podjął posługę Przeora Klasztoru w Chyżnem i proboszcza, wówczas to poleciał do Chicago i 18 kwietnia 1999 r. wziął udział w jubileuszu 560.lecia Klubu Chyżnian.
W 2003 r. został przeniesiony do konwentu w Krakowie, na emeryturę jak mówił. Jednakże tak do końca to nie wypoczywał, bowiem pełnił funkcję podprzeora klasztoru, Ojca Duchownego Seminarium Karmelitów, kontynuował kronikę klasztorną i z oddaniem służył jako spowiednik w krakowskiej Bazylice Karmelitów.

Od momentu kiedy przeniósł się do Krakowa jeszcze może dwa-trzy razy rozmawialiśmy telefonicznie, niestety już po latach nie pamiętam dlaczego dzwoniłem i prosiłem o konsultację. Za każdym razem scenariusz był ten sam: krótkie pytanie i podobna odpowiedź, a rozmowa nie miała końca. Zapraszał do siebie za każdym razem, wyczuwałem że tęskno mu za Orawą, za Chyżnem. Dlatego, gdy dowiedziałem się, że odszedł 15 stycznia 2020 r. to wróciły wspomnienia, nie mogłem się z nich otrząsnąć, dlatego dzielę się nimi.

Pochowany został na Cmentarzu Batowickim w Krakowie 20 stycznia 2020 r.

Ryszard M. Remiszewski
Fot. Zakon Karmelitów