pazur

Piłka nożna. Rozmowa z Łukaszem Pazurkiewiczem, graczem Watry Białka Tatrzańska, który sięgnął po koronę króla strzelców rozgrywek grupy wschodniej IV ligi.

To pierwsze takie Twoje osiągnięcie?

- Nie, drugie. Raz już byłem królem strzelców, także w IV lidze, w barwach klubu z Olkusza. W 3 lidze kiedy grałem w Górniku Wieliczka zabrakło mi do tego niewiele. Byłem wtedy drugi w klasyfikacji. To już jednak było dosyć dawno. Jak mnie pamięć nie myli to minęło już koło 9,10 lat. Dlatego nie ukrywam, że mam sporą satysfakcję, że ponownie udało mi się to osiągnąć.

Zdobyłeś w sezonie 24 gole. To liczba która Cię satysfakcjonuje ?

- Myślę, że tak, choć z drugiej strony trochę żałuję, że nie udało mi się z różnych powodów rozegrać więcej niż 26 spotkań w sezonie. Wtedy ten wynik mógłby być jeszcze lepszy.

Któraś z tych bramek była dla Ciebie szczególnie ważna? A która w Twojej ocenie najpiękniejsza?

- Chyba najbardziej „smakowały” dwa gole zdobyte w meczu z rezerwami Sandecji Nowy Sącz. Goniliśmy wynik. Wygraliśmy 5:4. A najpiękniejszy? Chyba ten w meczu z Barciczanką Barcice też na własnym boisku, kiedy udało mi się „zakręcić” jednym z obrońców rywali.

Ten tytuł króla strzelców z pewnością utwierdza Cię w przekonaniu, że decyzja o przenosinach do Watry była jak najbardziej słuszna..

- Na pewno dobrze mi zrobiła ta przeprowadzka. A to że zdobyłem koronę król strzelców, w dużej mierze zawdzięczam kolegom z zespołu. Bez nich nie byłoby to możliwe. Ja po prostu czerpałem z ich umiejętności.

Jak w ogóle stało się że trafiłeś do Watry? Wiedziałeś coś o tym klubie zanim zostałeś jego zawodnikiem? Miałeś okazję gry przeciwko Watrze w barwach innego klubu?

- Trochę było w tym przypadku. Żona pochodzi z Podhala. Zbudowaliśmy dom w jej rodzinnych stronach, konkretnie w Czarnym Dunajcu. Po przeprowadzce zacząłem się rozglądać za klubem, w którym mógłbym kontynuować swoją przygodę z piłką. Konsultowałem się z kolegami. Jeden z nich właśnie polecał Watrę. Akurat znał się z Kubą Dziubasem. Dostałem telefon, zadzwoniłem, umówiłem się z prezesem, szybko doszliśmy do porozumienia, no i dołączyłem do Watry.

Streść swoją karierę

- Nie mówmy o karierze, bardziej o przygodzie z piłką. Zaczynałem jako 6 latek w Wieczystej Kraków. 4 lata później zostałem zawodnikiem Wisły Kraków. Tam grałem o 8 roku życia. Potem poszedłem na wypożyczenie do Płomienia Jarzmanowice, który wówczas grał w 4 lidze. Po rundzie jesiennej przeszedłem do mającego większe aspiracje klubu z Olkusza. Spędziłem tam pół roku. Następnie trener Maciej Musiał, któremu do dzisiaj jestem bardzo wdzięczny za mój rozwój, wziął mnie do Górnika Wieliczka. Po roku zostałem zaproszony na testy do pierwszoligowego MKS Kluczbork, ale ostatecznie umowy z tym klubem nie podpisałem. Trafiłem za to Miedzi Legnica, która wówczas zaczęła budowę mocnego zespołu. Niestety dwa razy zerwałem więzadła w kolanie i mój rozwój mocno przystopował. Chciałem się odbudować. Przeniosłem się więc do 3 ligowego Przeboju Wolbrom. Los jednak dalej mnie nie oszczędzał. Złamałem nogę. Wtedy postanowiłem, że może czas skupić się na innych rzeczach. Zacząłem nadrabiać zaległości w edukacji. Skończyłem dwa kierunki studiów, dzieląc to z grą w Przeboju, Szreniawie Nowa Wiśnicz i Górniku Wieliczka.

Nawiązujac do Wisy Kraków, to akurat trafiłeś na „złote czasy” tego klubu…

- Zgadza się. Trenerem pierwszej drużyny był wówczas Henryk Kasperczak. Na boisku brylowali Maciej Żurawski, Marcin Kuźba czy Tomek Frankowski.

Czyli szanse na przebicie się do kadry pierwszego zespołu były bardzo małe…

- Akurat w tamtych czasach wychowanek klubu praktycznie nie miał na to żadnych szans. Konkurencja była olbrzymia. Klub sprowadzał kogo chciał.

Zostajesz w Watrze na następny sezon?

- Nie wiem jeszcze. Decyzję podejmę po powrocie z wakacji. Mam kilka ofert. Może pojawia się jeszcze kolejne, ale nie ukrywam, że chciałby zostać na Podhalu.

A Twoje marzenia związane z piłką jak daleko sięgają?

- Kariery już nie zrobię. Marzenia mam jednak dwa. Pierwsze: spróbować się jeszcze na poziomie 3 ligi, a drugie zagrać na stadionie Wisły Kraków, gdzie dorastałem i marzyłem o wielkiej piłce.

Dzięki za rozmowę

- Ja również dziękuję. Chciałbym jeszcze podziękować oprócz kolegom z drużyny to także obu trenerom Januszowi Piatkowi i Marcinowi Manelskiemu, którzy wykonali w tym sezonie świetna pracę w klubie oraz oczywiście naszemu czlowiekowi orkiestrze i dyregentowi bez którego nie ma i nie będzie piłki na poziomie w Białce czyli Andrzejowi Rabiańskiemu.

Rozmawiał Maciej Zubek