swieradarturr

Piłka nożna. Rozmowa z Arturem Świeradem, zawodnikiem Lubania Maniowy, wybranym najlepszym bramkarzem meczu finałowego rozgrywek o Puchar Polski na szczeblu Podhalańskiego Podokręgu Piłki Nożnej.

Indywidualne wyróżnienie zapewne smakowałoby lepiej gdyby Twoja drużyna wygrała finał…

- Na pewno tak. Szkoda, że się nie udało. Wiedzieliśmy od samego początku że to będzie bardzo trudne zadanie. Wiedzieliśmy w końcu z kim gramy. Podhale to mocna drużyna, która przecież w zeszłym sezonie była bliska wywalczenia awansu do 2 ligi. To wystawia jej najlepszą ocenę. Szkoda przede wszystkim tej pierwszej straconej bramki. Trudno, może jeszcze kiedyś będzie okazja do rewanżu. A tę moją indywidualną nagrodę dedykuję kolegom z zespołu i sztabowi.

W wielu sytuacjach ratowałeś zespół, ale w trzech sytuacjach nie udało Ci się powstrzymać zawodników Podhala. Analizując już na chłodno, mogłeś w tych sytuacjach zachować się lepiej?

- Może przy tej pierwszej sytuacji, gdzie zamiast Kuby Kasperczyka, szukałem wykopem spod własnej bramki Sylwka Kurnytę. To było trochę wbrew założeniom trenera, ale wcześniej każda grana piłka na Kubę, szybko wracała na naszą połowę. Chciałem coś zmienić. A potem może gdybym nie wyszedł z bramki, udało by się wybronić ten strzał. Druga bramka to stadiony świata. Myślę, że mało który bramkarz zdołał by zatrzymać to uderzenie. Z kolei trzeci gol, to kolejna głupia strata i sytuacja sam na sam. Tak jak jednak mówię, mecz przegraliśmy, ale szczególnie w drugiej połowie pokazaliśmy solidną piłkę, co dobrze rokuje przed ligą.

Zaczynasz 7 sezon w Lubaniu. To rzadki wyczyn jak na zawodnika z zewnątrz…

- Rzeczywiście trochę już minęło odkąd tutaj trafiłem. Od samego początku nie miałem problemu z aklimatyzacją. Polubiłem to miejsce. Kocham klimat jaki to panuje i ludzi którzy tutaj żyją. Przez tych parę lat miałem kilka propozycji z innych klubów, ale jakoś zawsze sentyment do tych zielonych barw zwyciężał.

Pamiętasz w jakich okolicznościach trafiłeś do Maniów ?

- Pewnie. To był zimą. Kilka dni przed startem rundy wiosennej. Wcześniej przez 4 tygodnie byłem na testach w trzecioligowym wówczas Popradzie Muszyna. Nie doszedłem jednak z tym klubem do porozumienia. Miałem wracać do Sandecji, ale odebrałem dwa telefony. Pierwszy od ówczesnego trenera Lubania Łukasza Biernackiego, drugi od ówczesnego trenera Barciczanki Barcice Tomasza Szczepańskiego. Pojechałem na sparing Lubania z Watrą do Ostrowska. Po nim błyskawicznie doszedłem do porozumienia z działaczami.

Który sezon wspominasz jako najlepszy?

- Pod względem indywidualnym był to drugi sezon, a szczególnie runda wiosenna, w której przepuściłem tylko 5 bramek, a na swoim boisku żadnej. Jeżeli chodzi o wyniki zespołu to był nim sezon sprzed 2 lat, ostatni za kadencji Łukasza Biernackiego, w którym biliśmy się do samego końca o awans.

Jak zaczęła się Twoja przygoda z piłką?

- Pamiętam jak dziś, mój tata wziął mnie na trening. Miałem wówczas 7 lat. Trafiłem do Sandecji, do trenera Janusza Pawlika, którego z tego miejsca serdecznie pozdrawiam. Zaczynałem jako napastnik. Po pół roku powiedziałem trenerowi, że chcę spróbować sił na bramce, no i tak już zostało.

Jesteś wychowankiem Sandecji Nowy Sącz, która gra aktualnie na zapleczu ekstraklasy. Nie żal że bez Artura Świerada w bramce?

- Pewnie, że szkoda. Niestety jak na bramkarza nie mam imponujących warunków fizycznych. A mentalność trenerów w Polsce jest taka, że bramkarz musi mieć 190 cm wzrostu. Z góry więc byłem skreślony. Osobiście mam inne zdanie, a ja sam chyba łamie wszystkie stereotypy w tym temacie.

Mały Artur Świerad marzył by być jak…

- Iker Casillas, mój idol od zawsze. Zaimponował mi szczególnie w finale Ligi Mistrzów w 2002 roku, kiedy jego Real Madryt potykał się z Bayerem Leverskusen. Mecz w bramce Realu zaczął Cesar, ale w 68 min złapał kontuzję i zmienił go właśnie Cassilas i został bohaterem ostatnich minut. To też facet, który też 190 cm nie ma, ale za to jest niesamowicie skoczny.

A o czy marzysz aktualnie ?

- O tym by jeszcze spróbować sił w wyższej lidze. Najlepiej w barwach Lubania.

Myślisz, że już w tym sezonie Lubania stać na to by walczyć o najwyższe cele?

- Tak. Jesteśmy mocniejsi kadrowo, przede wszystkim po powrocie do zespołu kilku kontuzjowanych chłopaków. Jaką oni wnoszą jakość do zespołu, pokazała druga połowa meczu z Podhalem. Do tego dołączy do nas Brazylijczyk Marcio. Myślę, że możemy w tej lidze sporo namieszać.

Rozmawiał Maciej Zubek