ap123f

PIŁKA NOŻNA. Rozmowa z byłym już prezesem NKP Podhala Nowy Targ.

Skąd taka nagła i drastyczna decyzja? Podjął ją pan ledwie 9 miesięcy po wyborze nowego zarządu…

- Wątpliwości miałem już podczas wyborów. Z pewnych względów jednak wtedy podjąłem się tej roli. Z czasem jednak dojrzewała we mnie myśl, że pora odsunąć się na bok. Wpływ na to miała moja sytuacja zdrowotna, a także brak pozytywnej oceny w kwestiach rozwojowych klubu, kierunku działań i zasad funkcjonowania, które nie były spójne z moją wizją, wypracowaną latami doświadczeń. Nie chciałem być zakładnikiem pewnych koncepcji, zwłaszcza świadom skutków i konsekwencji jakie ich realizacja może już w niedalekiej przyszłości wywołać. Nie zostawiam na pewno za sobą spalonych mostów. Drużyna, którą aktualnie dysponujemy, ma w sobie sportowy potencjał, który patrząc na tabelę, daje nadzieję, przy małym retuszu, walczyć na wiosnę o czołowe miejsca. Moim zdaniem to też dobry czas na zmianę biorąc pod uwagę kwestie finansowe, budowę strategii i budżetu na nowy rok.

Niektóre z pana słów, mogą sugerować konflikt między panem, a pozostałymi członkami zarządu…

- Konflikt to zdecydowanie za mocne słowo. Po prostu w pewnych kwestiach nasze wizje się rozeszły, co też wymusiło pewne konieczne, w moim odczuciu ruchy. Od razu chcę stanowczo podkreślić, że to była tylko i wyłącznie moja suwerenna decyzja, w żadnym wypadku nie wymuszona jakimiś naciskami osób trzecich. Powiem więcej: odchodzę w poczuciu, że wciąż mam w zarządzie klubu przyjaciół i kolegów. Wierzę, że moja decyzja nic w tym względzie nie zmieni. Jeżeli będzie taka wola, służę zawsze słowem doradczym.

Mógł pan zostać w zarządzie, pełniąc w nim inną rolę…

- Myślę że w innej roli moja osoba byłaby źle odbierana. Przekonany do swoich racji, nie chciałem być hamulcowym działań mojego następcy, zaś rola biernego słuchacza nie jest dla mnie. Nie potrafię milczeć, widząc i wiedząc, że coś się dzieje wbrew moim przekonaniom.

Członkowie zarządu mówią, że byli zaskoczeni pana rezygnacją..

- Być może tak było, bo jakoś ich do tego nie przygotowałem. Z drugiej jednak strony pewne działania w ostatnim czasie, raczej mogły sugerować moje zamiary.

Przed panem Wiesławem Wojasem też trzymał to pan w tajemnicy?

- To była pierwsza osoba, której powiedziałem o swojej decyzji. W moim odczuciu tak należało zrobić, uwzględniając jego wiodącą rolę w finansowaniu Klubu.

Nie boi się pan, że to może skutkować jego wycofaniem z piłki? Od lat był pan jego prawą ręką czy to wcześniej w hokeju, czy teraz w piłce…

- Nie chcę wypowiadać się w imieniu pana Wojasa. Nie doszukiwałbym się jednak tak daleko idących skutków mojej decyzji. Nie przeceniałbym też aż tak mojej roli. Być może nowa osoba przekona go do swoich pomysłów w takim stopniu, że spowoduje jeszcze większe jego zaangażowanie.

Może pan wskazać osobę na pana miejsce?

- Nie, bo nie chciałbym kogoś obdarować „pocałunkiem śmierci”. A tak poważnie, to ciężko mi też wskazać, spośród obecnych członków zarządu, osobę która miałaby wszystkie walory oraz możliwości aby sprostać tej funkcji. Nie znaczy to jednak, że ja nimi w pełni dysponowałem. To trudna rola, zwłaszcza kiedy brakuje wsparcia. Wiem co mówię, bo sam wielokrotnie się z tym spotkałem, co nie ukrywam, że też miało wpływ na moją rezygnację.

Z tonu pana wypowiedzi da się jednak wyczuć, że nie jest pan optymistą co do przyszłości klubu…

- Bo nie mam ku temu podstaw. W dużym stopniu wpływ na moje złe samopoczucie o którym wspomniałem na wstępie, miała znikoma rola miasta w bieżącym funkcjonowaniu, a przed wszystkim rozwoju klubu. Przestarzała forma podziału środków z kasy miejskiej, kompletnie nie adekwatna do osiąganych sukcesów i skali potrzeb, zabija szansę na funkcjonowanie w tym mieście w pełni profesjonalnego, opartego na najnowszych standardach klubu. Miasto w moim przekonaniu nie jest gotowe na taką ekspansję dyscyplin sportowych, a co z tym związane powstawanie tylu nowych klubów czy stowarzyszeń.

W bardzo podobnym tonie wypowiadał się pan w 2010 roku, kiedy wspólnie z panem Wojasem odchodziliście z hokeja…

- Wtedy była inna sytuacja. Wtedy władze miasta były negatywnie nastawione generalnie do sportu. Gdybyśmy wtedy mieli takie wsparcie jak dzisiaj miasto kieruje w kierunku hokeja, to myślę że na koncie mielibyśmy już 25 tytułów mistrza Polski, a nasz nowotarski hokej byłby w zupełnie innym miejscu niż jest teraz.

To może Andrzej Podgórski wróci do hokeja?

- Wie pan co? Myślę, że mając już na karku 62 lata, masę fajnych wspomnień i worek medali, pozwala mi to już na rolę życzliwego doradcy i kibica.

Rozmawiał Maciej Zubek