Podhale20102

Hokeiści KH Podhale Nowy Targ w sobotę rozpoczynają ćwierćfinałową rywalizację z GKS Katowice. To pierwszy krok w drodze po 20 w historii tytuł Mistrza Polski. Ostatni raz „Szarotki” po miano najlepszej drużyny w kraju sięgnęły równo 10 lat temu. Przypomnijmy jak wówczas wyglądała droga na szczyt.

Tamten sukces rodził się w olbrzymich bólach. Od momentu kiedy po zakończeniu sezonu 2008/2009 ze sponsorowania drużyny wycofał się generalny sponsor firma Wojas S.A zaczęły się potężne problemy finansowo organizacyjne. Poszukiwania nowych inwestorów były bezowocne, a i władze miasta stroniły od pomocy. Był taki moment, że udział w kolejnym sezonie najbardziej utytułowanego polskiego klubu, stanął pod dużym znakiem zapytania.

Na szczęście czarny scenariusz się nie sprawdził. Mocno odmłodzona drużyna, oparta na wychowankach wzmocnionych klasowymi obcokrajowcami i kierowana duetem trenerskim Milan Jancuska – Marek Ziętara przystąpiła do sezonu. Wiele jednak po nim sobie nie obiecywano. W jego trakcie problemy się nawarstwiały jednak paradoksalnie to one właśnie w największym stopniu zaczęły scalać drużynę i tworzyć z niej prawdziwy kolektyw.

W sezonie zasadniczym „Szarotki” dobre mecze, przeplatały ze słabszymi. Szczególnie start rozgrywek nie był przekonujący w ich wykonaniu. Żeby tego było mało, zespół zaczęły trapić kontuzje. Ze składu już do końca sezonu wyleciał m.in. Łukasz Batkiewicz, któremu w Tychach złamano szczękę a dopiero w listopadzie PZHL zezwolił na grę zawieszonych od kwietnia Krystiana Dziubińskiego i Marcina Kolusza.

Niemal do końca trwania pierwszego etapu Podhalanie musieli walczyć o awans do najlepszej szóstki. Forma drużyny zaczęła iść w górę w drugim etapie i ostatecznie nowotarżanie część zasadniczą zakończyli ją na miejscu trzecim, ustępując jedynie faworyzowanym zespołom GKS Tychy i Comarch Cracovii.

To był jednak przedsmak tego co „Szarotki” pokazały w najważniejszych momentach sezonu. Ćwierćfinałowe boje z JKH Jastrzębie dostarczyły mnóstwo dramaturgii. To co wydarzyło się w ostatnich 15 minutach, decydującego o awansie do półfinałów czwartego pojedynku - kiedy nowotarżanie wyciągnęli wynik z 1-3 na 5-3 - już na stałe zapisało się w historii najbardziej pamiętnych wydarzeń polskiego hokeja.

Również półfinałowa rywalizacja z GKS Tychy to była istna burza emocji. Także i jej losy rozstrzygnęły się dopiero w ostatnim pojedynku serii. W nim nowotarżanie zagrali wręcz koncertowo, gromiąc we własnej hali tyszan 6-0.

podhae20103

Wydawało się, że awans do finału to już było apogeum możliwości podopiecznych Milana Jancuski. Praktycznie nikt nie dawał im choćby najmniejszych szans na nawiązanie skutecznej walki w finale z Cracovią. Zwłaszcza, że to krakowianie mieli wszystkie argumenty do obrony mistrzostwa. Wygrany sezon zasadniczy, bonus nad Podhalem i dwa pierwsze finałowe mecze przed własną publicznością zdawały się przepowiadać jednostronny przebieg walki o złoto. Tymczasem byliśmy świadkami czegoś co dowiodło, że sport jest piękny bo bywa zupełnie nieprzewidywalny. Nowotarżanie nie tylko odebrali krakowianom tytuł najlepszej drużyny w kraju, ale dokonali to w niesamowitym stylu, kończąc batalię w czterech meczach!

W szoku byli wszyscy, nawet sami gracze Podhala.

- Niesamowite to co się stało. Jeszcze do końca to do mnie nie dociera. Wygrać finałową rywalizację do zera z tak klasowym rywalem i to jeszcze po tak ciężkim sezonie to jest wielka sztuka. Osiągnęliśmy to dzięki olbrzymiej woli walki i koncentracji. Z każdym kolejnym wygranym mecze rosła w nas wiara, we własne umiejętności. Ale to przede wszystkim sercem ograliśmy Cracovię – mówił tuż po odebraniu złotego medalu, jeden z bohaterów Krzysztof Zapała.

podhale2010

Dzisiaj – na przesłanym na adres redakcji filmiku - przypominamy te piękne chwile z 17 marca 2010 roku, kiedy po decydującym zwycięstwie we własnej hali nad Comarch Cracovią najpierw w Miejskiej Hali Lodowej, a potem na rynku miała miejsce WIELKA FETA z udziałem zawodników, trenerów, działaczy i kibiców! Zabawa trwała do białego rana.