img 5383

Kariery w roli zawodnika nie zrobił, ale ma wszystko by spełnić się w roli szkoleniowca. Jest pracowity i zdeterminowany, a to klucz to tego by spełnić marzenia. Marcin Zubek – to kolejny bohater naszej serii „Ludzie podhalańskiej piłki”

Urodził się 15 sierpnia 1986 roku w Nowym Targu. Wychował się w Ludźmierzu. Tam właśnie, mając 9 lat rozpoczął treningi piłkarskie w Wiatrze gdzie przeszedł wszystkie szczeble młodzieżowe.  Zaczynał u trenera Andrzeja Jabłońskiego.

- Pamiętam, że jak zaczynałem to był remont boiska w Ludźmierzu. Trenowaliśmy i graliśmy mecze ligowe w roli gospodarz na boisku w Długopolu. Mieliśmy bardzo fajną drużynę. Byli w niej nie tylko chłopaki z Ludźmierza, ale też okolicznych miejscowości. Z każdym rokiem była to coraz bardziej zgrana paczka.

Trampkarze Wiatru w składzie z Zubkiem doszli m.in. do finału rozgrywek o Mistrzostwo Okręgowego Związku Piłki Nożnej. Tam spotkali się z Sandecją Nowy Sącz, w której pierwszoplanową rolę odgrywał już wtedy Dawid Janczyk.

Pierwsze spotkanie zakończyło się sensacyjnym zwycięstwem  ludźmierzan na własnym boisku

-  Sandecja nas zlekceważyła. Już po 4 minutach prowadziliśmy 2:0 i ten wynik utrzymał się  do końcowego gwizdka arbitra. W rewanżu działy się różne rzeczy, także z udziałem sędziego. Trener Jabłoński, widząc co się dzieje,  w pewnym momencie nie wytrzymał. Wyleciał na trybuny. Koniec końców przegraliśmy 0:4. 

wiatrtrampk

Jakiś czas później – po skończeniu Gimnazjum - Marcin znalazł się na celowniku Cracovii, w której spędził kilka tygodni na testach. Te wypadły pozytywie i wydawało się, że zostanie zawodnikiem „Pasów”. Ostatecznie jednak zgody nie wyrazili rodzice.

-  Bardzo to przeżyłem. Długo nie mogłem się pozbierać. Będąc w Krakowie spotkałem się z czymś zupełnie nowym. To był inny świat. Chciałem być jego częścią. Tam mogłem się rozwinąć. Rodzice zadecydowali jednak inaczej. Nie miałem innego wyjścia jak tylko uszanować tę decyzję. Z perspektywy czasu zrozumiałem czym się kierowali i za to im dzisiaj dziękuję.  

W Wiatrze trenerem Zubka oprócz Jabłońskiego byli też Roman Matyasik, Andrzej Dobrzyński, Bartłomiej Walczak, i  Andrzej Iwan. Ten ostatni to legenda krakowskiej Wisły.

- W Ludźmierzu mieliśmy wiele ciekawych postaci trenerskich. Duże wrażenie na mnie wtedy robił trener Walczak, a także trener Iwan. Zwłaszcza ten drugi działał na naszą wyobraźnie. Znaliśmy jego historię. Wiedzieliśmy ile znaczył w polskiej piłce. Spędził u nas zaledwie pół roku, ale to był bardzo owocny czas.

W wieku 18 lat życie Marcina bardzo się zmieniło. Wziął ślub i założył rodzinę. Na świat przyszedł jego syn. Trzeba było pójść do pracy, zmienić priorytety. Piłka zeszła na dalszy plan, ale wciąż była ważna w jego życiu. Z Wiatru przeniósł się na krótko do Czarnych Czarny Dunajec, a potem do Orkana Raba Wyżna. W między czasie rozpoczął też pracę trenerską. Przejął grupy młodzieżowe w Ludźmierzu. Zaczął także studia na Podhalańskiej Wyższej Szkole Zawodowej w Nowym Targu, na kierunku Rekreacja ruchowa z odnową biologiczną.

W sezonie 2009/2010 trafił do Watry Białka Tatrzańska. Wtedy do gry w piłkę, pracy zawodowej i trenowania młodzieży, doszły kolejne  studia i to na dwóch kierunkach: Pedagogika na Politechnice Krakowskiej i Zarządzanie Sportem na jednej z Katowickich uczelni.  

- Bardzo intensywny okres w moim życiu. Cały czas w biegu. Zdarzało się, że rano jechałem do Katowic na uczelnie, po południu grałem mecz w Białce Tatrzańskiej, a po jego zakończeniu wsiadałem w samochód i wracałem na Śląsk. W domu byłem gościem. Z perspektywy czasu wiem że, to było wariactwo, ale to też była dobra szkoła życia. Pamiętam jak jeden z moich wykładowców, notabene dobrze znany w środowisku piłkarskim, Ryszard Szuster dał nam zadanie opisać metodę Time Based Management. To jedna z metod zarządzania czasem. Opisałem ją na swoim przykładzie. Prezentacja wywarła duże wrażenie na moim wykładowcy, głównie dlatego że każda godzina miała duże znaczenie, a ja miałem to tak dopasowane że byłem w stanie to realizować. To zadanie znacznie ułatwiło mi zaliczenie tego przedmiotu.

m13 7814

Z Watrą Marcin świętował dwa awanse: najpierw z 6  ligi do 5 ligi, a potem do 4 ligi. Łącznie w Białce Tatrzańskiej  spędził 5 lat. Zimą 2015 roku zasilił szeregi Huraganu Waksmund, gdzie po paru miesiącach rolę zawodnika zamienił na rolę trenera.

- Trener Bartek Walczak zrezygnował. Zarząd zaproponował mi prowadzenie zespołu. Zakończyłem współpracę z Wiatrem Ludźmierz i  zgodziłem się. Już wtedy wiedziałem, że praca trenera drużyny seniorskiej to jest to co chcę w życiu robić. Zarząd Huraganu chciał żebym był grającym trenerem, ale to nie było dla mnie. Raz, że jest to sprzeczne z moją filozofią prowadzenia zespołu, a dwa mieliśmy wtedy fajną, perspektywiczną drużynę, wiec nie widziałem sensu by zabierać miejsce w składzie jakiemuś młodemu, obiecującemu zawodnikowi. Mimo  że miałem wtedy 26 lat, odpuściłem całkowicie grę w piłkę na poczet roli trenera.

Szkoleniowcem Huraganu był przez kolejne 4 sezony. Zespół pod jego wodzą przeżywał upadki i wzloty. Najpierw była – w dużej mierze w skutek reorganizacji – degradacja do A klasy – a potem szybki powrót w szeregi piątoligowców.

- Po spadku, na który „piłkarsko” nie zasługiwaliśmy, za punkt honoru obraliśmy sobie szybki powrót do ligi okręgowej. Utrzymaliśmy trzon zespołu i pozyskaliśmy kilku kolejnych utalentowanych chłopaków z Podhala. Sezon w A klasie nie był łatwy, ale koniec końców cel udało się zrealizować. To był prawdziwy kolektyw i bardzo dobry zespół. Taką „wizytówką” tamtej drużyny był decydujący tak naprawdę o awansie mecz w Rabce. Po pierwszej połowie przegrywaliśmy 0:2, w dodatku jeden z naszych zawodników zobaczył czerwoną kartkę. W przerwie w naszej szatni wcale nie widziałem zwisających głów, tylko sportową złość. Nie musiałem za dużo mówić, widziałem w oczach zawodników wiarę w to, że jesteśmy w stanie ten mecz wygrać. I tak się stało. Zwyciężyliśmy 3:2. Ten mecz zbudował nas na długo.

hurczew

Przez kolejne dwa sezony Huragan w lidze okręgowej plasował się w okolicach środka tabeli, co nie zaspakajało coraz wyższych ambicji młodego trenera.

W tym drugim sezonie, po powrocie do ligi okręgowej rundę jesienną skończyliśmy na 5 miejscu z małą stratą do lidera. To była dobra pozycja by wiosną włączyć się do walki o awans. Niestety zimą zamiast się wzmocnić, osłabiliśmy się. To było skutek wielu spraw i problemów, głównie organizacyjnych. Przyznam, że to „podcięło” nam skrzydła.  

Wiosną sezonu 2017/2018 Marcin rolę pierwszego trenera Huraganu dzielił już z rolą asystenta w trzecioligowym Podhalu Nowy Targ.

- W Podhalu pierwszym trenerem był wówczas Janusz Niedźwiedź, którego znałem z czasów gry w Watrze i z którym utrzymywałem zawsze kontakt. Musiałem się zgodzić na jego propozycję. Nie było innej opcji. To był kolejny krok na mojej drodze rozwoju. Zarząd zarówno Podhala jak i Huraganu przychylnie podszedł do tego bym dzielił te dwie prace, co było dla mnie bardzo ważne.

W sezonie 2018/2019 Janusz Niedźwiedź odszedł z Podhala. Marcin został. Przez większość okresu przygotowawczego pracował samodzielnie z zespołem, a później stery przejął Dariusz Mrózek. Ten duet sprawdził się doskonale. Pod jego wodzą nowotarżanie sezon zakończyli na - najlepszym w historii - miejscu drugim, do ostatniego spotkania „bijąc” się o awans z rzeszowską Stalą prowadzoną przez …. Niedźwiedzia

- Z trenerem Mrózkiem pracowało się inaczej niż trenerem Niedźwiedziem. Ci trenerzy preferowali dwa odmienne style zarządzania zespołem. U trenera Darka miałem większy wpływ na zespół. Godzinami analizowaliśmy mecze, siedzieliśmy nad taktyką. Ciężko było się rozejść do domów. Początek był niełatwy, ale z każdym tygodniem ten zespół dojrzewał. Rozumieliśmy się bez słów. Zawodnicy, sztab. To przełożyło się na wyniki. Nie nakręcaliśmy się. Wykonywaliśmy swoją pracę. Życie napisało fajny scenariusz. Ten ostatni mecz w Rzeszowie. Wiedzieliśmy, że stajemy przed historyczną szansą. Bardzo chcieliśmy ją wykorzystać. Nie udało się. Przegraliśmy, ale po dobrym meczu. Nie byliśmy słabszym zespołem. Był niedosyt, smutek, ale tylko przez chwilę.  Mieliśmy prawo, a nawet obowiązek mieć głowy wysoko podniesione. To co zrobiliśmy w tamtym sezonie, będzie ciężkie to powtórzenia, ale nie niemożliwe. 

nkpnowytrener

Po sezonie 2018/2019 Marcin zrezygnował z pracy z Huraganem i został – dalej dzieląc to z rolą drugiego trenera w Podhalu – szkoleniowcem Wierchów Rabka, które awansowały do 4 ligi.

- Miałem po sezonie kilka opcji. Propozycji z różnych lig nie brakowało. Prezes Wierchów Darek Kondys przekonał mnie jednak do swojej wizji. Razem opracowaliśmy plan działania. Nie chciałem jednak rezygnować z pracy w Podhalu, zwłaszcza po takim sezonie.  Byłem jednak zdany na decyzję zarządu. Ówczesny prezes Andrzej Podgórski wykazał się wobec mnie dużym zrozumieniem.  Zaufał mi i bardzo jestem mu za to wdzięczny.

Szkoleniowcem Wierchów był tylko przez pół roku. Zrezygnował po rundzie jesiennej bowiem… dostał propozycję bycia pierwszym trenerem Podhala, po tym jak z  tej funkcji zrezygnował Mrózek.

- Prezes Michał Rubiś dał mi szansę i zaproponował rolę pierwszego trenera. Było to dla mnie dużym wyróżnieniem. Nie zastanawiałem się długo. Kolejny krok w przód, kolejne wyzwanie. Oczywiście było szkoda tego co zacząłem w Wierchach. Udało się zbudować bardzo ciekawy zespół, mieliśmy z prezesem  określony plan i bardzo zależało mi aby był kontynuowany. Podszedł on jednak do mojej decyzji z dużym zrozumieniem i ją zaakcpetował. Bardzo to szanuje. Jestem również przekonany, że trener Sebastian Świerzbiński, który mnie zastąpił, będzie kontynuował  tę pracę z sukcesami.

Debiut w roli pierwszego szkoleniowca Podhala wypadł okazale. Nowotarżanie pod jego wodzą wygrali wyjazdowe spotkanie w Ostrowcu Świętokrzyskim.  Pandemia koronowirusa przerwała jednak sezon.

- Szkoda, bo takie zwycięstwo tylko umocniło w nas wiarę, że ciężka praca  jaką wykonaliśmy w okresie przygotowawczym przyniesie efekty. Stało się tak jak nie inaczej. Nikt nie mógł tego przewidzieć. Pozostaje nam czekać i dobrać plan w zależności od rozwoju sytuacji.  

Marcin niesłychanie dużą wagę przywiązuje do ciągłego kształcenia się. Stąd nieodzownym elementem jego życia trenerskiego stały się staże.

- Jeszcze będąc na studiach w Katowicach jeździłem po całym Śląsku i podglądałem treningi różnych klubów, z różnego szczebla. Coś zapisałem, coś kodowałem w głowie. Raz nawet wyrzucono mnie z obiektu. Poznałem tam wtedy wielu ciekawych ludzi. W 2015 roku odbyłem staż w Legii. Głównie byłem przy Akademii, ale udało mi się zaliczyć parę treningów z pierwszą drużyną, której trenerem był wówczas Stanisław Czerczesow. Rok później byłem w Wolfsburgu. To co tam zobaczyłem – pod względem głównie organizacji – to był dla mnie „kosomos”.  Ten zespół oglądałem także podczas stażu w Hiszpanii, na który pojechałem z trenerem Niedźwiedziem i Grzegorzem Hajnosem. Przyglądaliśmy się tam również treningom Chińskiego Shanghai Shenhua. Potem był Raków Częstochowa u trenera Marka Papuszna, a ostatnio słowacki Rożembork.

stazemz

Praca trenera to jest to czemu Marcin chce się poświęcić. Wie jednak, że czeka go po drodze mnóstwo przeszkód.

- Jest to bardzo trudny, niewdzięczny zawód. Pokora to ważna cecha w tej pracy, dlatego twardo stąpam po ziemi. Skupiam się na rozwoju nie na przyszłości. Szanuje to co daje mi los, co wskazuje Bóg. Moje życie pokazuje mi, że dostaję to na co ciężko pracuję zawsze wtedy gdy jestem na to gotowy, ufam że będzie tak dalej, tym czasem po prostu wykonuję swoją prace najlepiej jak potrafię.  

Żonę Basie wskazuje jako osobę, której najwięcej zawdzięcza.

- Bez niej, bez jej wsparcia, zrozumienia nie byłbym tu gdzie jestem teraz.

Pytany o trenerski autorytet odpowiada że:

- Czerpię inspirację od wielu ludzi, z wielu źródeł i z różnych dyscyplin sportowych. Dużą inspiracją jest dla mnie John Robert Wooden, amerykański trener koszykówki. Natomiast jako młody zawodnik zapatrzony byłem w Leszka Pisza i Marka Citko.

2019 07 08

Poczytaj także: 

ANDRZEJ RABIAŃSKI

GRZEGORZ HAJNOS

JACEK PIETRZAK

BOGUSŁAW GÓRNIK

SEBASTIAN GĄSIOREK