rzadkokonieckariery

SPORTY WALKI. Mateusz Rzadkosz , który jeszcze nie dawno w opinii wielu ekspertów ze świata polskiego boksu, był jednym z najbardziej perspektywicznych polskich pięściarzy, kończy karierę. - Powodem jest bezsilność wobec zasad, które na każdym kroku równają się tylko z pieniędzmi – wyjaśnia powody swojej zaskakującej decyzji, 26 letni były już pięściarz, pochodzący z Gliczarowa Górnego.

- Chociaż decyzja jest bardzo bolesna, to każdy pięściarz walczący z pasji przyzna mi racje. Nie możesz być wszystkim jeśli chcesz być najlepszy. Liczy się tylko pieniądz, a nie to jaki w Tobie jest potencjał sportowy – podkreśla Rzadkosz, który boksem zajmował się przez 15 lat. 

Nie nazwałbym tego karierą. Karierę miał Michalczewski, Gołota czy Adamek. Dla mnie to była bardziej fajna przygoda. Cieszę się, że udało mi się zrealizować coś o czym marzyłem jako mały chłopak, a z czego większość moich równieśników się śmiała. Z tego mam największą satysfakcję   - podkreśla Mateusz. 

Zainspirowany sukcesami Tomasza Adamka, w wieku 11 lat zapisał się do klubu „Cios Adamek Gliwice”. Potem przeniósł się do Wisły Kraków. W barwach „Białej Gwiazdy” święcił największe triumfy w boksie amatorskim.

Stoczył 109 pojedynków, z których przegrał tylko 17. W dorobku ma m.in. tytuł Mistrza Polski juniorów oraz brązowy medal w kategorii seniorów. Dwa razy zwyciężał w prestiżowym turnieju o „Złotą Rękawicę Wisły”. Zdobył też we Francji „Pas Montana”. W 2015 roku przeszedł za zawodowstwo i piął się po kolejnych szczeblach. W maju 2018 roku po wygranej przez TKO Gruzinem Levanem Lukhutashillim w Nadarzynie, zdobył pas Międzynarodowego Pas Mistrza Polski. Wydawało się, że jego kariera nabiera rozpędu i przed Rzadkoszem rysuje się świetlana przyszłość

Licznik jednak zatrzymał się na 11 walkach, z których 10 wygrał, a jedną zremisował. Ostatni pojedynek stoczył 7 kwietnia w katowickim „Spodku” gdzie pokonał decyzją sędziów Tomasza Gromadzkiego, z którym już wcześniej pojedynkował się dwukrotnie.

- Nie chciałem bić się z Tomkiem trzeci raz. Uznawałem to za bezsensowne. Były jednak naciski i głównie ze względu na szacunek do Tomka wyszedłem do ringu. Wtedy jednak zgasła we mnie nadzieja na naprawdę duże walki. Zostałem sam. Tak w profesjonalnym sporcie nie da się funkcjonować – przyznaje Rzadkosz.

Tuż przed walką z Gromadzkim, Rzadkosz rozstał się z trenerem Piotrem Wilczewskim, z którym współpracował przez dłuższy czas.

- Kulisów naszego rozstania nie będę zdradzał. Pewne sprawy do grobowej deski zostaną między nami. Powiem tak: Piotr to najlepszy trener z jakim przyszło mi pracować. W pewnym jednak momencie zrozumiałem, że byłem dla niego „za mały” - wyjaśnia Rzadkosz.

Od walki z Gromadzkim Mateusz odciął się od boksu. Początkowo chciał tylko odpocząć, przeczekać trudny moment. Decyzja o końcu kariery jednak dojrzewała w nim z tygodnia na tydzień.

- Mówią że na złamane serce, najlepsze jest nowe serce. Moim nowym sercem, jest moja rodzina: żona, syn. Im chcę poświęcić resztę mojego życia – podkreśla Rzadkosz – Chcę im oddać wszystko to co im zabrałem, przez te lata kiedy nawinie marzyłem o czym się wielkim w boksie. Mimo wszystko dziękuje wszystkim, których przez te lata spotkałem na swojej drodze. Dziękuję moim kibicom, ale tym osobom, które nie widziały we mnie sportowca. Najbardziej boli koniec kariery bez przegrania walki, ale takie jest życie. Mogłem lepiej trenować, być skrupulatny w swoich działaniach, a byłem zazwyczaj tam gdzie nie powinno mnie być – uważa Rzadkosz, przed którym teraz nowe wyzwania też związane ze sportem: - Mój brat Paweł ściga się w Rajdach Samochodowych. Chcę być dla niego oparciem. Serce rośnie jak widzę, jak wsiada do takich maszyn jak bolid formuły 1 i przez to spełnia swoje marzenia.