P1050030

Nieczęsto w dobie panującego wirusa zdarza się możliwość oglądania występu zespołu folklorystycznego na żywo, a już z terenu przygranicznego naszego południowego sąsiada prawie w ogóle. I stało się! W Leśnicy pienińskiej - na plenerowej scenie Chaty Pieniny - wystąpił przed gośćmi zespół ze Spiskiej Starej Wsi „Maguranka”, znany z prezentowania folkloru Zamagurza Spiskiego, ale jak się okazuje nie tylko.

„Maguranka” założona została w 1980 r. przy zakładzie Tatrasvit przez Darinou Veličkovou i Viktorom Majerikom. Po krótkim rokującym rozwoju zespół rozpadł się wraz z upadkiem zakładu pracy. Reaktywował się w 1996 przy ichniejszym Miejskim Ośrodku Kultury w Spiskiej Starej Wsi pod kierownictwem Petra i Dariny Zelinových, we współpracy z Viktorom Majerikom (niestety, już nie żyjącym).

Zespół prezentuje bogaty folklor Zamagurza Spiskiego, ale nie tylko, gdzieś od dziesięciu lat rozszerzył swój repertuar o tańce z okolic Zemplina (wschodni region Słowacji). Występowali na festiwalach folklorystycznych we Francji, Grecji, Węgrzech i oczywiście w Polsce, zdobywając wyróżnienia i nagrody.

Towarzyszy im zwykle muzyka czyli l’udova hudba „Flisok” pod kierownictwem Milana Želonku. W Leśnicy wystąpili w okrojonym składzie: Adam Dlhý na basach i Domonik Rušin na akordeonie, zwykle jeszcze gra z nimi na skrzypcach Ondrey Šromovský.

Tańczą i śpiewają ciesząc się z tego co robią, a tym samym taką spontanicznością przywabiają oglądającą ich publiczność, tak było i w Leśnicy, gdzie dziewczęta schodząc ze sceny wciągały do wspólnej zabawy.

Gdy wdałem się w rozmowę z Peterem Zelina podkreśliłem ten fakt, że się nie zmieniają, są radośni podczas występu, co podoba się publiczności. Uśmiechnął się i powiedział, że ich celem jest „robit’ l’ud’om radost’”, to chyba nie wymaga tłumaczenia.

W „Magurance” przez lata zmieniają się występujący, jak w każdym innym zespole ludowym, to naturalny objaw. Jak powiedział Peter u nich „každý kto má chut’ si zatancovat’ a či zahrat” to może. Śpiewają i mówią po spisku, bo gwara po tej i tamtej stronie jest ta sama, więc po co ta granica?

Nie wiem, kiedy nadarzy się kolejna okazja zobaczenia na żywo „Maguranki”, jak i każdego innego zespołu z Podhala, Orawy, Spisza, czy Pienin, oby jak najszybciej życie wróciło do normalności i rodziły się okazje. Wszak mamy przecież lato i wakacje!

Tekst i fot. Ryszard M. Remiszewski